Kochani! Strasznie mi głupio dodawać tu kolejnego posta organizacyjnego, ale nie mam innego wyjścia.
Ostatnio mam pewne prywatne problemy i naprawdę nie mogę w takim stanie zastanawiać się nad blogiem. Nie przerywam pisania, ale na razie nie obiecuję, że w najbliższym czasie pojawi się rozdział. Staram się pisać, ale idzie mi opornie, a wiem, że na siłę nie ma co próbować. Ale obiecuję, że nie usunę bloga i będzie on kontynuowany, postaram się też później nadrobić zaległości na waszych blogach. Jeszcze raz przepraszam
Zawsze Wasza,
Spite
niedziela, 19 października 2014
piątek, 5 września 2014
Rozdział XIV cz.1
Witajcie kochani! Chciałabym Was przeprosić za tak długą przerwę między rozdziałami! Naprawdę nie miałam ani czasu ani weny! No, może czasami, ale wtedy nie miałam ochoty, albo komputera pod ręką. Napisałam trochę na telefonie, ale nie mogłam się zmusić do przepisania tego na komputer.
Ale już jestem! Co prawda jest to najkrótszy rozdział w historii tego bloga (spokojnie, to dopiero pierwsza jego część!), ale postanowiłam już go opublikować, żebyście nie musieli dłużej na niego czekać! Kolejna część powinna pojawić się w ten weekend, albo w ciągu nadchodzącego tygodnia, nie później. W ciągu roku szkolnego postaram się dodawać rozdziały co dwa tygodnie, ale wiadomo, jak to czasami bywa, prawda?
Jeszcze raz przepraszam i zapraszam do czytania!
__________________
Przedostanie
się przez miasto pełne potworów jest rzeczą raczej trudną. Kiedy
ma się ze sobą małe, rozbrykane dziecko i boginię w śpiączce,
jest to prawie niewykonalne. Mimo to musieliśmy to zrobić. Według
mapy, którą szczęśliwie znaleźliśmy w koszu na śmieci,
mieliśmy do przejścia tylko kilka ulic. Szczęście w nieszczęściu.
Nie mieliśmy najmniejszych szans z taką masą potworów. Może
gdybyśmy byli sami, Nico i ja, zdołalibyśmy się jakoś przedostać
nie zwracając na siebie ich uwagi, ale z Temidą i Daisy było to
niemożliwe.
Droga
cieni nie wchodziła w rachubę. Nie znaliśmy tego miasta i mogliśmy
wylądować w jakimś obcym miejscu, albo, co gorsza, w samym środku
grupy tych okropieństw rodem z Tartaru.
-
Czyli będziecie tutaj tkwić bezmyślnie, aż jakiś potwór was
zauważy? Popieram.
Odwróciłam
się w stronę głosu. Za nami, oparta plecami o mur, stała nieznana
mi kobieta o typowo greckich rysach. Ubrana była w lekką białą
sukienkę. Patrzyła na nas z lekką pogardą.
Krępującą
ciszę przerwał okrzyk zachwytu Daisy.
-
Zeusie! Ale masz śliczne kolczyki!
Kolczyki
Pani Sarkastycznej pozostawiały wiele do życzenia. Osobiście nie
gustuję w wściekło różowych i plastikowych kwiatach wielkości
małych talerzy, ale podobno o gustach się nie dyskutuje, no nie
wiem...
-
Dziękuję – zrobiła do córki Demeter minę, która ewentualnie
mogła uchodzić za krzywy uśmiech. - Osobiście nie uważam za
konieczne, żebyście nie dali się zabić. Ale, szczerze
mówiąc nie byłoby mi to na rękę. Za to możecie mi wierzyć, że
wiem, co jest konieczne, żeby ten mały świat nie został
pozbawiony bogini sprawiedliwości.
-
Wiesz? - spytałam zanim zdążyłam się powstrzymać. No, bo chyba
nie powinnam tak od razu ufać obcej kobiecie, która niewątpliwie
należała do tej popapranej, mitologicznej części rodziny?
-
Oczywiście, że wiem! Jak ja mogłabym nie wiedzieć co jest
konieczne? - prychnęła z pogardą i odrzuciła do tyłu pukle
czarnych włosów.
Zerknęłam
na Nico ciekawa, co o tym sądzi. Minę miał dość niezwykłą. Był
bardzo skupiony, jakby starał się przypomnieć sobie skąd zna tę
kobietę, a jednocześnie widać było, że raczej nie przypadła mu
do gustu, bo patrzył na nią spode łba. Niestety chyba nie
najlepiej wychodziło mu zgadywanie z kim mamy do czynienia, bo nadal
marszczył czoło.
-
Kim jesteś? - zapytałam ostro. Chyba niezbyt grzecznie, ponieważ
na twarzy bogini (uznałam, że raczej jest boginią) pojawił się
wyraz oburzenia.
-
Nie tym tonem! Chyba nie chcesz, żebym zmusiła cię do czegoś,
czego nie chciałabyś zrobić? - uśmiechnęła się złośliwie.
-
Już wiem... – szepnął Nico. Całe szczęście mnie uprzedził,
bo właśnie miałam odpowiedzieć Pani Wrednej, że w życiu by się
jej to nie udało, cokolwiek miała na myśli.
-
Co wiesz? - burknęłam niezadowolona, że nie mogłam jej
zdenerwować jeszcze bardziej, choć może dobrze się stało.
-
Wiem kim ona jest. To Anake. Ale to niemożliwe. - Zmarszczył czoło,
a bogini uśmiechnęła się tryumfalnie.
-
Ależ możliwie, mój drogi Nico – odparła szczęśliwa, a ja
postanowiłam nie zastanawiać się skąd ona zna jego imię. -
Inaczej by mnie tu nie było.
-
Ale ty... - zawahał się, ale po chwili kontynuował już pewniej.
– Ty Zgasłaś! Byłaś już nie potrzebna, bo Mojry patronowały
podobnej rzeczy.
-
Och, ja nie poddaję się tak łatwo... Żeby się mnie pozbyć
trzeba więcej, niż jakiś głupich Mojr! Jestem od nich wiele razy
potężniejsza!
Rozejrzałam
się. Nic. Żadnych piorunów, czy potworów. Zadziwiające, że
Mojry nie ukarały jej za takie słowa.
-
Ale nie czas na przechwałki! - kontynuowała bogini. - Musicie
koniecznie przebudzić Temidę, bo inaczej Gaja będzie
panować na wieki! - zwiesiła głos i z szerokim uśmiechem
spojrzała na nas. Kiedy zobaczyła, że jej przemowa nie zrobiła na
nas wrażenia mówiła dalej. - Co prawda obudzenie Sprawiedliwości
tylko spowolni Gaję i przeszkodzi jej w walce. Ale cóż. To już
chyba nie będzie wasza walka! Macie moje błogosławieństwo!
Po
ostatnich słowach bogini zaczęła świecić się tak mocno, że
musiałam odwrócić wzrok. Poczułam, jak owiewa mnie ciepły
powiew. Kiedy ponownie spojrzałam w miejsce, na którym przed chwilą
stała Anake zobaczyłam tylko brudny asfalt i obdrapany mur.
Byłam
całkowicie oszołomiona słowami bogini. O Gai i o Temidzie... I co
znaczyło to ostatnie zdanie? Jakie błogosławieństwo.
Postanowiłam
spytać o ta Nico, ale kiedy odwróciłam głowę w jego stronę nie
zobaczyłam mojego przystojnego chłopaka tylko... Demona! Był cały
czarny, a z głowy wyrastały mu rogi. Gapił się na mnie z
rozdziawionymi ustami i nie wyglądał groźnie, ale nie
zastanawiałam się nad jego miną, tylko szybko sięgnęłam po
miecz. Ale miecz nie było przy moim pasie. Spojrzałam w dół, na
moje ciało. I prawie krzyknęłam ze zdumienia. Miałam na sobie
krótką spódniczkę, a bluzka nie sięgała mi nawet do pępka.
Ciało może było i moje, na przykład budowa i odcień skóry, ale
nogi... Jedna z nich była metalowa, a drugą cała owłosiona i
kończyła się kopytem! Zdumiona też poczułam, że moje włosy się
wydłużyły i spływają teraz czerwoną kaskadą po moich plecach
aż do pasa.
Zerknęłam
jeszcze raz na tego demona. Nadal się na mnie gapił. Wyglądał na
zdziwionego. Coś w jego oczach...
-
N... Nico? - spytałam z drżeniem w głosie. Na szczęście głos
miałam swój.
Kiwnął
powoli głową.
-
Jesteś... jesteś empuzą - wyjąkał po chwili milczenia. - Ale
twarz ci się nie zmieniła – powiedział chyba na pocieszenie,
kiedy zobaczył moją zrozpaczoną minę.
-
A ty jesteś bardzo przystojnym demonem. - Udało mi się uśmiechnąć.
Prychnął
cicho pod nosem i zerknął za mnie, pewnie na Daisy. Uśmiechnął
się lekko. Śmiesznie to wyglądało.
Kiedy
udało mi się oderwać od niego wzrok (mimo, że był potworem jego
oczy nadal był niesamowicie hipnotyczne!), spojrzałam na Daisy.
Miała na sobie takie samo ubranie jak ja. Anake zmieniła ją w
malutką empuzę, co wydało mi się dosyć zabawne. Włosy nadal
miała w swoim kolorze. Nie za bardzo było co zmieniać, ponieważ
córka Demeter miała włosy w kolorze marchewki. Uśmiechała się
szeroko, jakby nie zdziwiła się naszym wyglądem. Temida leżała
za nią na ziemi, ale na nasze nieszczęście wyglądała normalnie.
To znaczy normalnie, jak na grecką boginię, oczywiście.
Odwróciłam
się z powrotem do Nico.
-
W takim przebraniu chyba możemy wyjść na ulicę? - spytałam z
uśmiechem.
piątek, 15 sierpnia 2014
Kolejne informacje, czyli "błagam nie bijcie!"
Tak, to znowu jest notka organizacyjna. Tak, znowu nie ma rozdziału. Tak, nie wstawiłam rozdziału przez całe wakacje. Mam nadzieję, że to niedługo ulegnie zmianie, ale nie obiecuję, bo moja wena ma napad fochów. Dosyć długotrwałych. To znaczy, że ciągle wpadam na "genialne" pomysły, ale niestety żaden nie dotyczy tego opowiadania. W najbliższym czasie możecie więc spodziewać się sporej ilości one-shot'ów. Wybaczcie. Pierwszy z nich jest już opublikowany na moim blogu, który powstał właśnie po to, żeby mieć gdzie te miniaturki upchać. (adres do niego macie tutaj: http://one-shoty-spite.blogspot.com/) Serdecznie zapraszam do czytania, ale nie oczekujcie, że po tym wpadniecie w dobry humor, bo ja właśnie mam dość parszywy, co... ciekawie wpływa na moją twórczość.
Rozdział postaram się wstawić w tym tygodniu, ale niczego nie obiecuję! Wiedzcie jednak, że jeżeli się nie pojawi, to na tym drugim blogu będzie czekać na Was bardzo dziwna miniaturka poświęcona... Zobaczycie sami, chociaż jeżeli chcecie wiedzieć, to możecie sprawdzić tam w zakładce "zamówienia" komentarz Lakii... Ale nie radzę, bo nie będzie niespodzianki!
Przepraszam jeszcze raz, że z weną i rozdziałami ostatni tak kiepsko, ale już nad tym pracuję i przysięgam, że nie zawieszam bloga!
Pozdrawiam ciepło i życzę udanej końcówki wakacji!
Spite
sobota, 28 czerwca 2014
"Co tu mówić o ludziach - frajerzy!"
Yyy... Ekhem, ekhem! Pierwsza notka organizacyjna na tym bogu i mam nadzieję, że ostatnia. Na początku obiecałam sobie, że nie będę takich pisać, ale, jak widać, nie jestem dobra w dotrzymywaniu obietnic danych sobie. Co innego innym, oczywiście. Ale ad rem! Musiałam napisać tę właśnie notkę, ponieważ jest kilka ważnych spraw. Wiem, że się powtarzam, ale myślę, że nie wszyscy czytają notki pod rozdziałami, a nawet jeżeli, to tylko niektórzy z nich robią to dokładnie. Nie ważne. Nie o to mi chodzi. Mam na myśli to, że mówiłam już, że wyjeżdżam, ale wolę to napisać czarno na białym (lub w tym wypadku biało na czarnym). Uwaga! Nie będzie mnie od trzeciego do dwudziestego ósmego lipca. Przez ten czas (czyli w sumie cały miesiąc, jakby nie patrzeć) nie będę pisać rozdziałów. Po prostu nie biorę tam komputera. No, bo jak tu brać jakikolwiek sprzęt elektroniczny na obóz harcerski? Właśnie. Ci co na takie jeżdżą na pewno rozumieją. Będę się starała na nim ( o obóz mi chodzi) wymyślić cały rozdział i szybko go przepisać, kiedy wrócę, ale jest to jednak nie komfortowe biorąc pod uwagę brak dostępu do treści poprzednich rozdziałów. Na przykład mogłabym chcieć w nim przywołać dokładnie czyjś tekst. Rozumiecie. Tak więc nie spodziewajcie się, że nowy rozdział pojawi się od razu po moim powrocie, czyli dwudziestego ósmego, zwłaszcza, że wracam wieczorem. Ale obiecuję, że postaram się zrobić to w ciągu pięciu dni po moim powrocie, bo potem... Ech. Znowu wyjeżdżam, chociaż już tylko na tydzień. Jak widać w wakacje z rozdziałami będzie raczej licho, a jakby tego było mało, to jeszcze w pierwszym tygodniu po rozpoczęciu roku szkolnego (ale to przykro tak wybiegać myślami w przód, nie? Tutaj wakacje, a wredna Spite pisze już o nowym roku szkolnym!); w każdym razie - w pierwszym tygodniu szkoły mam wyjazd klasowy, czyli znowu nie będzie rozdziału. Ale nie martwcie się! (albo martwcie się, nie wiem, co niektórzy sobie myślą o moim opowiadaniu, chociaż mam nadzieję, że nie będziecie się martwić) Nie zawieszam bloga! Po prostu będę trochę rzadziej pisać!
A teraz jeszcze inna wieść! Nie wstawię na tego bloga obiecanego one-shot'a (tego drugiego z perspektywy Nico)! Buahahahahaha!!!!!! Dobra. Koniec tego wkurzania ludzi! Tak, nie wstawię, bo już wstawiłam na mojego nowego bloga, na którym będę pisać krótkie opowiadania. Wyjaśniłam to już na tym właśnie nowym blogu (jakby ktoś się nie ogarnął, to trzeba kliknąć na napis "nowego bloga" i wyskoczy Wam w nowym okienku tenże blog).
Dobra. Pozdrawiam, wesołych wakacji życzę i czekam na komentarze,
Spite
P.s.: Wiem, że tytuł kompletnie nie pasuje do tematu notki, ale właśnie słuchałam piosenki, w której występują te słowa i zakochałam się w nich. Co prawda nie dotyczy to wszystkich ludzi, ale jednak jest takie prawdziwe...
P.s.: Wiem, że tytuł kompletnie nie pasuje do tematu notki, ale właśnie słuchałam piosenki, w której występują te słowa i zakochałam się w nich. Co prawda nie dotyczy to wszystkich ludzi, ale jednak jest takie prawdziwe...
środa, 25 czerwca 2014
Rozdział XIII
Myślę, że ten rozdział pojawił się dosyć szybko :)
To, co powstało może być ciut dziwne, ponieważ pisane było przy piosenkach AC/DC, głownie "Highway to Hell".
Bardzo proszę o pozostawianie komentarzy!
________________
Serce
stanęło mi w piersi. Klamka opadła, a drzwi skrzypnęły cicho.
Wyłączyłam szybko lampy, niech nie wie, że ktoś tu jest. Smuga
światła przedostała się do sali pogrążonej w mroku. Daisy
bezszelestnie zsunęła się na ziemię i wlazła pod łóżko
śpiącej dziewczynki. Nico cofnął się o krok i zatopił w cieniu
powstałym w kącie. A ja stałam.
Kiedy
w szparze można już było zobaczyć zarys postaci opamiętałam się
i wskoczyłam pod kołdrę na pustym łóżku.
Przez
szczelinę w pościeli zobaczyłam, jak drzwi otwierają się na
oścież. Nie wiedziałam, kto w nich stoi, bo lampy wisiały za nim
(lub nią) tak, że osoba ta była tylko cieniem. Była wzrostu
dorosłego mężczyzny i mniej-więcej tej samej postury.
Tajemniczy
osobnik wślizgnął się do sali i zamknął za sobą drzwi. Ogarnął
nas całkowity mrok, mogłam tylko nasłuchiwać.
Usłyszałam
powolne kroki zmierzające w stronę łóżek. Minął pierwsze, to z
jakimś obcym mężczyzną, potem drugie, pod nim chowała się córka
Demeter. Odgłosy cichły przy Temidzie.
Wstrzymałam
oddech. Czekałam i czekałam, ale ten ktoś też czekał i czekał i
nic nie robił. Tylko stał.
Usłyszałam,
jak ktoś bierze głęboki oddech. Nie była to osoba stojąca przed
łóżkiem bogini. Był to ktoś, kto leżał na ziemi, pod innym
łóżkiem. Daisy. Cholera.
Ciche
skrzypnięcie. Ten ktoś, kto tu wszedł odwrócił się na pięcie i
w milczeniu spojrzał na podłogę w okolicach córki Demeter.
-
Kto tu jest? - odezwał się chrapliwym głosem, a ja nie miałam już
wątpliwości, że jest to mężczyzna.
Odpowiedziała
mu pełna napięcia cisza.
-
Kto tu jest?! - głos mu drżał, brzmiał, jakby był... przerażony.
Kiedy
ponownie odpowiedziała mu cisza ruszył szybkim krokiem do drzwi,
już myślałam, że chce wyjść. Ale nie. Stanął przy wyjściu i
chwilę pomacał ściany. O co mu chodzi?
Klik!
Oślepiająco białe światło zamigotało. Zamknęłam oczy, tak
mnie oślepiło.
Zamrugałam
powiekami. Czarne plamki zasłaniały mi widok. Przetarłam oczy i
znowu je otworzyłam.
Przy
drzwiach, mrugając powiekami, stał młody mężczyzna około
dwudziestki. Blond kręcone włosy opadały mu na niebieskie oczy,
ale nie sięgały ramion, raczej do szpiczastych uszu. Ogólnie z
urody przypominał trochę, ale tylko trochę Leo. Ale starszego i z
jaśniejszymi włosami i oczami.
-
Kto tu jest! - sprawiał wrażenie nieźle zdenerwowanego, ale nie
wiedziałam, kim on jest, więc się nie odezwałam.
Podszedł
powoli do łóżka pod którym leżała Daisy. Jakież było moje
zdumienie, kiedy wyciągnął miecz. Prawdziwy, spiżowy miecz. Z
przerażeniem patrzyłam, jak się schyla, żeby... no, właściwie,
to nie wiem, co chciał zrobić, ale wątpię, żeby miał w stosunku
do nas szlachetne zamiary. Prawdopodobnie był kolejnym potworem.
-
Zostaw ją! - chciałabym, żeby to był mój głos, ale niestety,
Nico mnie ubiegł. Wyszedł z cienia i uniósł swój czarny, piękny
miecz.
Mężczyzna
patrzył na niego zaskoczony. Stwierdziłam, że nie będę się
chować, jak ostatni tchórz i wstałam z łóżka. Teraz mina faceta
wyrażała niebotyczne zdumienie. Chyba wyglądałam dziwnie
wychodząc z mieczem spod kołdry.
-
Spróbuj tylko jej tknąć, a pożałujesz! - tym razem to ja się
odezwałam.
-
Kogo? - zapytał otępiały blondyn.
Nie
odpowiedziałam, tylko uniosłam wyżej miecz.
Nadal
nie pamiętam, kto pierwszy zaatakował. Czy to ten obcy, czy ja, czy
Nico. Nie wiem. Pamiętam już tylko walkę. Klingi uderzyły o
siebie. Szczęk metalu uderzającego o metal i iskry. Nie była to
zbyt wyrównana bitwa, chociaż muszę przyznać, że nasz przeciwnik
radził sobie całkiem nieźle, do chwili, kiedy córka Demeter
wyszła spod łóżka i wyczarowała pnącze, które oplotło jego
nogi tak, że nie mógł się ruszyć. Próbował się wyrwać, ale
na darmo. Roślina trzymała mocno. Jednym ruchem wytrąciłam mu
broń z ręki.
-
Kim jesteś? - spytałam lodowatym głosem.
-
Ja... jestem herosem... A wy? Co tu robicie, kim jesteście?
Wymieniłam
z synem Hadesa zdziwione spojrzenia. O co tu chodzi?
-
Jeżeli jesteś herosem, to dlaczego, na Hadesa, z nami walczyłeś?
- spytał Nico.
-
A skąd ja miałem wiedzieć, że wy też nimi jesteście?! Mogliście
być zamaskowanymi potworami! Poza tym, ja się tylko broniłem.
Gdybym chciał was skrzywdzić, to, wierzcie mi, zrobiłbym to.
-
Jasne – wymsknęło mi się.
-
Nie wierzysz mi? - uniósł jedną brew. - Jestem Trevor Blue, za
swoich czasów mistrz szermierki w Obozie Herosów, syn Apolla.
-
Spite – przedstawiłam się. Nie chciałam podawać swojego
nazwiska, którego nienawidziłam, a wolałam też, przynajmniej na
razie, nie przyznawać się do matki.
-
Możecie mnie puścić? - poprosił.
-
Daisy? Możesz go uwolnić – powiedział Nico wpatrując się w
herosa, jakby go znał.
Roślinne
węzy puściły i powoli zwiędły.
-
A ty? - Trevor wskazał na Nico. - Nie przedstawisz się? I czy
zgadzasz się ze zdaniem Spite?
-
Zupełnie się zgadzam. Nie miałeś żadnych szans. Sam na sam
możecie byś sobie równi, wtedy może miałbyś jakąś minimalną
szansę, ale tak? Raczej wątpię.
-
A kim ty jesteś, żeby się tak wysoko oceniać?
-
Wcale się wysoko nie oceniam. Oceniam wysoko Spite. A sam walczę od
tylu lat, że wątpię, żebyś był ode mnie lepszy. Ja się nie
przechwalam, ja stwierdzam fakt.
-
Jakoś cię nie kojarzę z Obozu – Trevor wpatrywał się w Nico.
-
Tak, raczej mnie byś nie poznał. Byłem wtedy... Inny. Trzy lata
temu. W domku Hermesa.
-
W takim razie jesteś bratem mojego przyjaciela, syna Hermesa? Nie
wyglądasz - zdziwił się chłopak.
-
Nie! - Nico uśmiechnął się słodko. – Chyba nie chciałby nim
być. Jestem Nico di Angelo, syn Hadesa.
Zapadła
cisza. Trevor przełknął ślinę.
-
Hadesa.
-
Tak, Hadesa. Nie wybierałem ojca.
Chłopak
zdał sobie sprawę z własnej nieuprzejmości.
-
Przepraszam. Po prostu się dziwię. Nie było mnie w Obozie trzy
lata. Na trzy lata zniknąłem z "magicznego" świata, a
już pojawiają się dzieci Hadesa.
-
Jedno dziecko Hadesa – sprostował Nico.
-
A ona? - wskazał na mnie, patrząc pytająco na mojego chłopaka.
-
Ona cię słyszy. I nie jest dzieckiem Hadesa.
-
A czyim? - zainteresował się nasz nowy znajomy.
-
Nie ważne – spojrzałam na niego spode łba.
-
Ej! Ja ci powiedziałem!
-
Spite jest córką Eris! - odpowiedziała za mnie wesołym głosem
Daisy.
-
Eris – powtórzył Trevor.
-
Tak. Masz coś do niej? - spytałam zaczepnie.
-
Nie! Absolutnie nic! - zaprzeczył szybko. - Może usiądziemy? Nie
wiem, jak wy, ale ja jestem zmęczony.
***
Przemknęliśmy
korytarzem do pokoju dla nocnych lekarzy. Nie było w nim nikogo,
więc mogliśmy porozmawiać. Po dokładniejszym wypytaniu Trevor'a
dowiedzieliśmy się, ze dokładnie trzy lata temu opuścił Obóz,
żeby zostać lekarzem. Dzięki swojemu ojcu szybko spełnił swoje
marzenia i dostał się do tego szpitala.
-
A dlaczego wchodziłeś w ogóle do pokoju dla ludzi w śpiączce? -
zapytałam z ustami pełnymi ciasteczek, którymi nas poczęstował,
więc brzmiało ta raczej tak: "A flafeko wchociles f okule to
pokou tla luci f spionce?"
-
Dlaczego? Wyczułem, ze coś jest nie tak z tą nową pacjentką.
Jako syn Apolla, bardzo uzdolniony medycznie, wyczuwam aurę życia.
Ta kobieta ma aurę życia bogini, więc mnie zainteresowała. Ale
teraz wasza kolej na opowieść. Co tu rozbicie? Dlaczego chowaliście
się w tamtym pokoju?
Na
zmianę streściliśmy mu całą historię. Co jakiś czas Daisy
wtrącała coś w stylu: "A wtedy on tak krzyknął, że
krzyknął! A ona go zabiła na śmierć!". Jak ja kocham małe
dzieci. Przez nią opowieść trwała jeszcze dłużej. Nie
zdążyliśmy nawet dojść do Hypnosa.
-
Wiec mówicie, że ta kobieta, to Temida we własnej osobie –
powiedział syn Apolla po chwili ciszy.
-
No! Pani bogini jest fajna, tylko, że nie może się obudzić i
dlatego musimy dojść z nią do Canssas – stwierdziła córka
Demeter z pełną buzią.
-
Tak... Do Hypnosa, prawda? - wziął łyk kawy.
-
Tak. Skąd wiesz? - Nico przechylił głowę.
-
Śni mi się od dobrych kilku dni – odpowiedział spokojnie. -
Dlatego miałem przy sobie dzisiaj miecz. Od dawna nie śniły mi
się te "prorocze" sny. To pierwszy od roku. Poprzednio
śnił mi się jakiś potwór, który zaatakował mnie kilka dni
później, więc po tych snach wyjąłem mój stary miecz.
Znowu
cisza.
-
To ile dni wam zostało? - chciał wiedzieć Trevor.
-
Musimy ją "odstawić" do jutra wieczór – odpowiedział
ponuro Nico.
-
To macie mało czasu – zauważył syn Hermesa.
-
Wcale nie tam znowu mało – wtrąciłam się. - Możemy się
przenieść cieniem.
-
Przenieść cieniem? - teraz naprawdę nie wiedział, o co chodzi.
-
To taki sposób podróżowania. Drogą cieni. Odkryłem go jakiś
czas temu - wytłumaczył Nico.
-
Zeusie, ile nowych rzeczy! - wykrzyknął chłopak.
W
zamyśleniu pokiwałam głową. Teraz mogliśmy bez problemu zabrać
Temidę do Hypnosa, do Canssas City, ale wszyscy byliśmy tak
padnięci, że wątpiłam w możliwość przeniesienia się cieniem
bez żadnych skutków. Nie chciałam, żeby po podróży wszyscy
padli śpiąc i zostawiając również śpiącą boginię samej sobie.
-
Yyy... Trevor? - zagadnęłam.
-
Co?
-
Macie tu może jakieś... wolne łóżka? Nie spaliśmy od bardzo
dawna, a od tego czasu wiele się działo i myślę, że wszyscy są
porządnie zmęczeni.
-
Jasne! - uśmiechnął się iście Apollowym, oślepiającym
uśmiechem. - Idźcie za mną.
Wstał
i szybkim krokiem wyszedł z sali.
***
"Wolne
łózka" oznaczało, przynajmniej w mniemaniu Trevor'a, po
prostu jedną z sal. Nie było w niej żadnego pacjenta. Wyglądała
zresztą, jak wszystkie sale szpitalne.
Po
drodze kilka razy niemal nie wpadliśmy na innych lekarzy i
pacjentów. To cud, że wcześniej, zanim doszliśmy do Temidy, nie
spotkaliśmy ani jednego.
Kiedy
weszliśmy do pokoju, w którym mieliśmy odpocząć przed podróżą,
syn Apolla powiedział:
-
Zamykam was na klucz, żeby nikt tutaj nie wszedł, dobrze? Przyjdę
za trzy godziny.
-
Dobrze! - gorliwie zapewniła Daisy i wskoczyła na pierwsze wolne
łózko. Zagrzebała się pod kołdrą i po chwili słychać już
było jej spokojny, miarowy oddech.
-
No cóż. Ona nie ma problemów z zasypianiem – Nico wpatrywał się
w górkę kołdry, która skrywała córkę Demeter.
-
Mam nadzieję, że ja też nie będę miała – zdjęłam buty i
wsunęłam się pod kołdrę. - Jaki luksus, łóżka! Nie myślałeś,
że będziemy sobie tak spać, co? - zaczepiłam syna Hadesa.
-
Nie – powiedział. Podszedł do "mojego" łózka i
delikatnie pocałował mnie w usta. - Dobranoc.
-
Na wzajem - mruknęłam i zamknęłam oczy zadowolona.
Usłyszałam
jeszcze, jak Nico wchodzi do łózka i zwija się w kłębek. Kilka
minut później słyszałam jego już uspokojony oddech, ale sama nie
mogłam zasnąć. W szpitalnym łóżku? Brr...
Kiedy
miałam osiem lat, czyli dwa lata po śmierci taty, jeździłam na
rowerze. Wracałam już do "domu", jeździłam świetnie,
naprawdę. Chciałam wypróbować nową sztuczkę; stanąć na ramie,
wyprostować się i puścić. Na początku szło świetnie, ale
potem... Kierownica zaczęła się chwiać, cały rower się
przechylił i wpadł w rów obok drogi. Mniej więcej wtedy straciłam
przytomność. Obudziłam się już w szpitalu, podłączona do
kroplówki. W takim właśnie łóżku. Nikt mnie tam nie odwiedzał,
a kiedy w końcu mogłam wyjść dowiedziałam się, że moja
rodzina zastępcza wyjechała bez słowa, tylko podpisali dokumenty
pozwalające oddać mnie z powrotem do sierocińca. Chyba wtedy
straciłam wiarę w ludzi.
A
teraz leżałam znowu na takim łóżku co wtedy, na szczęście nie
byłam podłączona do kroplówki i nie było szansy, żeby moja
"rodzina" mnie oddała, ba takowej już nie miałam. Teraz
miałam Obóz Herosów i Nico. Już trochę uspokojona zasnęłam.
***
Znowu
stałam w sali tronowej na Olimpie. Była pusta, żaden bóg nie
siedział na swoim miejscu. Zastanawiałam się, dlaczego się tu
znalazłam, jeżeli nic się nie dzieje. Już myślałam o tym, żeby
wypróbować genialną metodę, żeby się zbudzić, czyli uszczypnąć
się z całej siły, kiedy drzwi otworzyły się z głośnym hukiem.
-
To już się staje nie do opanowania! - krzyczał, machając rękoma
mężczyzna w średnim wieku z niebieskimi oczami. Zabawne było to,
że był w stroju biegacza.
-
Musisz się jeszcze trochę postarać! Powinno im się udać za jakiś
czas. Najwyżej dwa dni! Do tego czasu ty musisz przejąć obowiązki
Temidy – odpowiedziała mu nieco zdenerwowana młoda kobieta o
brunatnych, lekko kręconych włosach. Miała na sobie białą bluzkę
i jeansy. Szare oczy przewiercały mężczyznę, a sowy na jej
kolczykach również zdawały się na niego patrzeć.
W
mężczyźnie rozpoznałam Hermesa, a w kobiecie Atenę. Ale o czym
oni rozmawiali? Czyżby o naszej misji?
-
Ja się do tego nie nadaję! - oponował Hermes. - Wyznacz kogoś
innego na to zadanie! Dlaczego zawsze ja?! Mam całe mnóstwo roboty!
Nawet nie wiesz, ile teraz wszyscy wysyłają przesyłek! Hades znowu
pokłócił się z Persefoną i teraz co godzinę wysyła moją pocztą
kwiaty z przeprosinami! A Persefona odsyła mu je z powrotem! W
dodatku dodaje do nich coś trującego! Straciłem przez to połowę
pracowników, którzy tylko dotykali tych przeklętych pudełek!
-
To nie moja sprawa! Wszyscy są teraz zajęci. Nikt nie ma czasu, a
to ty masz najlepszy kontakt ze śmiertelnikami. Nikt ich nie rozumie
tak, jak ty.
W
odpowiedzi Hermes przewrócił oczami i z westchnieniem usiadł na
swoim tronie. Jego ubranie zmieniło się magicznie w grecki chiton.
Wyjął komórkę i zaczął przeglądać pocztę. Wokoło antenki
wystającej z telefonu krążyła para węży, które ciągle na
siebie syczały. O ile dobrze pamiętam z opowiadań innych herosów
byli to Greg i Marta.
Atena
usiała na swoim tronie, a jej bluzkę i jeansy zastąpiła biała,
grecka suknia bez rękawów.
Nagle
do sali wparował jasnowłosy nastolatek. Tego rozpoznałam od razu.
Apollo. Nikt inny nie uśmiechał się tak oślepiająco. Poza tym,
który bóg słucha Nirvany ze słuchawek tak głośno, że słyszą
to ludzie oddaleni o dwadzieścia metrów? No właśnie.
-
No cześć! - zawołał nowo przybyły.
Dwójka
bogów skinęła mu na powitanie głowami.
-
Ej! Nie jest tak źle! - krzyknął Apollo.
-
Wyjmij słuchawki. Za głośno krzyczysz – odpowiedziała mu
bezbarwnie Atena.
Bóg
poezji poprawił słuchawki i pogłosił muzykę. Usiadł na swoim
tronie i zaciągnął kaptur na głowę. Jego ubranie pozostało
normalne. Granatowa bluza i przetarte spodnie.
Stałam
jak zamurowana. Co to miało znaczyć? Ten sen nic mi nie dał.
Żadnej pomocnej informacji poza tą, że w świecie śmiertelników
jest coraz gorzej.
-
Sny nie zawsze muszą być prorocze – odezwał się nagle Apollo.
Podniósł głowę z nad ipoda i uśmiechnął się do mnie.
Zdziwiona kiwnęłam tylko głową.
-
Do kogo to mówiłeś? - Hermes oderwał się od swojego telefonu i
zmarszczył czoło.
-
Ja? - Apollo uniósł jedną brew.
-
A kto inny – żachnął się bóg złodziei.
-
Aha. To nic takiego. Rozmawiałem tylko z taką jedną półboginią,
heroską, która jest na misji, o którą się tak martwicie –
odparł bez emocji, bawiąc się kabelkiem od słuchawek.
Hermes
wytrzeszczył oczy. Rozejrzał się po sali, a kiedy nic nie zauważył
westchnął.
-
Znowu jest niewidzialna, tak? - spytała Atena również skanując
wzrokiem miejsce, gdzie stałam poprzednio.
-
Yhm – zgodził się z nią bóg muzyki.
-
Nienawidzę, kiedy tak robią! - zezłościła się bogini mądrości.
-
Bo nienawidzisz czegoś nie wiedzieć, a teraz nawet nie wiesz, jak
ona wygląda – powiedział wesoło Apollo.
-
Nie prawda! Po prostu tego nie lubię! A poza tym...- Atena wstała
ze swojego tronu.
Drzwi
znowu otworzyły się głośno trzaskając.
-
Spokój! - krzyknął siwobrody mężczyzna - Zeus.
Bogini
umilkła w pół zdania. Apollo przyciszył muzykę, a Hermes oderwał
wzrok od telefonu. No, nieźle musieli się bać Zeusa.
-
Wszystko się wali, a wy zachowujecie się jak małe dzieci! - pan
niebios obrzucił całą trójkę wściekłym spojrzeniem.
-
Kiedy ja nic nie robiłem... - jęknął Hermes.
-
Właśnie! Zupełnie nic nie robiłeś! - Zeus spojrzał na niego
wzrokiem zdolnym wysyłać do Tartaru. - Masz natychmiast udać
się do świata śmiertelników i ogarnąć ich sprawy, zanim się
wszyscy pozabijają!
-
Tak jest! - odpowiedział Hermes i wyleciał z sali, jakby się
paliło.
-
Ateno, powiedz, co uważasz o naszej sytuacji w związku z zaistniałą
sytuacją?
-
Chwilę, ojcze – odwróciła się do Apolla. - Ona nadal tu jest?
-
Kto? - spytał bóg słońca udając, że nie rozumie.
-
Kto? - powtórzył Zeus.
-
Kto?! - wydarła się Atena na Apolla. - Ta heroska!
-
Ach... Ona... - "przypomniał" sobie bóg poezji. - Tak,
nada tu jest.
-
Jaka heroska! - zdziwił się pan przestworzy.
-
Ta córka Eris – odparł Apollo bezpłciowo.
-
Ma stąd zniknąć! Chcę porozmawiać z wami na osobności!
-
Jak rozkażesz – westchnął bóg muzyki. - Na razie mała! -
pożegnał się i machnął ręką.
Sala
powoli znikła. Wszystko osunęło się w ciemności. Przed oczami
migotały mi krótkie scenki z wypadku i pobytu w szpitalu. Powrót
do sierocińca na kolejne parę miesięcy. Zaczęło kręcić mi się
w głowie, czułam się, jakbym spadała w dół, coraz szybciej i
szybciej, nie mogąc się zatrzymać.
***
Obudziłam
się z uczuciem, jakbym ciągle spadała. Oddychałam szybko. Kiedy
się już uspokoiłam, otworzyłam oczy. Było prawie zupełnie
ciemno. Myślałam, że jest jeszcze noc, kiedy zobaczyłam, że w
sali, w której spałam nie ma okna. Równie dobrze mogło już być
rano.
Daisy
i Nico jeszcze spali. Dziewczynka leżała rozwalona na łóżku. Obie
ręce wystawały poza jego krawędź. Każda z innej strony, zresztą
podobnie jak nogi. Za to chłopak spał zwinięty w kłębek, a
kołdrę skopał na ziemię. Dłonie położył pod głową, co moim
zdaniem wyglądało słodko. Włosy opadały mu na twarz.
Wstałam
z łóżka i przeciągnęłam się. Przetarłam oczy i poszłam do
łazienki. Kiedy wróciłam, Daisy jeszcze spała, ale Nico siedział
już na łóżku. Nogi miał podwinięte pod brodę, a czoło oparte
o kolana tak, że miał schowaną twarz.
-
Cześć – przywitałam się wesoło.
-
Cześć – odparł zaspanym głosem, stłumionym przez materiał.
-
Co ci się śniło? - zapytałam siadając z rozmachem na łóżku.
-
Nic takiego – mruknął i wstał przeciągając się. - To, co
zwykle. No, i jeszcze parę razy mignął mi przed oczami Hypnos.
-
A co zwykle ci się śni? - Podciągnęłam kolana pod brodę i
przymknęłam zmęczone oczy.
-
Och, różne rzeczy – odparł lakonicznie.
-
Na przykład? - nie chciałam dać za wygraną. Musi nauczyć się
mówić do ludzi.
-
No, na przykład... Z wesołych, to czasem dawne czasy, wiesz, kiedy
jeszcze Bianca żyła... i, no nie wiem. Czasmi ty... - zrobił się
cały czerwony. Cudnie. Pocałować potrafi, ale rozmawiać, to już
nie?
-
Możesz nie mówić, ale... Powiedziałeś "z wesołych". A
z tych złych? - to pytanie zadałam już ostrożniej.
-
Sceny. O wielu rzeczach. O jej śmierci. I o śmierci matki. I
innych – uśmiechnął się cierpko. - Ale ostatnio jakby mniej –
dodał z nadzieją.
-
To dobrze – odpowiedziałam cicho.
-
No, a tobie, co się śni? - uśmiechnął się i uniósł jedną
brew.
Zrobiłam
minę, ale wiedziałam, że nie da mi spokoju. Poza tym skoro on mi
powiedział, to ja też powinnam.
-
Dzisiaj śnił mi się Olimp. Coś złego się dzieje. Tu, w zwykłym
świecie. Wysłali Hermesa, żeby się tym zajął. I twój tata
kłóci się z Persefoną.
-
Ciągle się kłócą – mruknął do siebie. - Coś jeszcze?
-
Yyy... nie, tylko takie tam, nieważne – gdybym mu powiedziała o
wypadku pomyślałby, że się nad sobą użalam.
-
Tak? A co takiego nieważnego śni się córce Eris? - podszedł do
mnie i usiadł tuż obok. I staraj się tu skupić!
-
O, na przykład, że zabija wścibskich chłopaków chcących się
tego dowiedzieć! - udałam wielki entuzjazm.
-
Ci "chłopacy" nie boją się śmierci i ponawiają
pytanie. - Spoważniał. - Spite, serio pytam. Ja ci powiedziałem.
-
Wiem... - westchnęłam. - Czasami śni mi się, na wiesz, ten sen,
który ci opowiadałam w obozie. O tacie. Jak umarł.
-
Wiem – powiedział delikatnie. - A dzisiaj?
-
Dzisiaj... śnił mi się wypadek – poddałam się - i szpital.
-
Wypadek?
-
Tak. Dawno temu. Miałam osiem lat. Głupia sztuczka na rowerze i
wylądowałam w szpitalu. No, a potem lekarze powiedzieli mi, że
rodzina znowu oddała mnie do sierocińca.
-
Ale ludzie. Od razu po wypadku? - nie wierzył Nico.
-
No. Od razu – westchnęłam. - Chyba uważali, że jestem
nieodpowiedzialna i że nic nie da się już ze mną zrobić.
Nie
odpowiedział, tylko mnie przytulił. Całe szczęście.
Odwzajemniłam ten uścisk.
-
Chyba powinniśmy budzić Daisy – zauważyłam w końcu.
-
Tak, chyba powinniśmy – zgodził się Nico.
Wstał,
pocałował mnie, bynajmniej nie delikatnie, i podszedł do Daisy.
Nadal czułam jego usta na swoich. Dotknęłam ręką ust.
-
Mała! - potrząsnął jej ramieniem. - Hej, wstajemy!
-
Nieeee... nie chcę... - przekręciła się na bok, tyłem do syna
Hadesa.
-
Ale musimy już iść – mówił niezbyt przekonująco.
-
Nie wstanę!
-
Spite... Pomocy... - jęknął.
Zerwałam
się z łóżka i szybko podeszłam do córki Demeter.
-
Daisy, chcesz wylądować na ziemi? - zapytałam bezpośrednio.
-
Nie! Już wstaję! - dziewczynka stanęła na nogi w zdumiewającym
tempie. - To ja idę do łazienki!
Wybiegła,
-
Ej! - krzyknął za nią Nico.
-
Co jest?
-
Też chciałem – westchnął i uśmiechnął się. - Słodka jest.
Tak dziecinna. Czasem zapominam, że nie jest taka głupia – zerknął
na mnie. - W dobrym tego słowa znaczeniu! - usprawiedliwił się
szybko.
-
W sumie masz rację – zgodziłam się.
***
Kiedy
wszyscy się ogarnęliśmy i skorzystaliśmy z łazienki, zerknęłam
niepewnie na drzwi.
-
Czy Trevor nie miał nam ich otworzyć? - spytałam.
-
Powiedział, że przyjdzie za trzy godziny. Wydaje mi się, że
minęło więcej czasu. Może po prostu otworzył je i sobie poszedł?
Położyłam
rękę na klamce. Ugięła się, a drzwi cicho zaskrzypiały
pokazując pusty korytarz. Odetchnęłam z ulgą.
-
To trochę nieodpowiedzialne z jego strony – zauważyłam.
-
Jego tata, to Apollo, który chyba nie jest odpowiedzialny –
powiedziała usprawiedliwiająco Daisy.
-
Co mamy teraz robić? - Nico rozejrzał się po korytarzu.
-
Idziemy do Trevora, żegnamy się, lecimy po Temidę i się stąd
zmywamy - odpowiedziałam szybko i skręciłam w prawo.
Słońce
już świeciło, ale mogła być najpóźniej siódma. Mieliśmy
sporo czasu do wieczora.
Jeszcze
dwa skręty i staliśmy pod drzwiami do sali dla lekarzy nocnych.
Delikatnie zapukałam i modliłam się, żeby w pokoju był tylko syn
Apolla.
Drzwi
otworzył nam oślepiająco uśmiechnięty Trevor. Jak na razie
mieliśmy szczęście.
-
O! Przyszliście się pożegnać? - jego uśmiech zbladł, co nie
oznaczało, że nadal mrużyłam oczy.
-
Tak, niestety – odpowiedziała Daisy.
Podbiegła
do chłopaka i przytuliła jego nogi.
-
Pa, malutka – odkleił ją od siebie i podał mi i Nico rękę.
-
Może się jeszcze zobaczymy – powiedział z nadzieją.
-
No, to do zobaczenia, może – powiedziałam, zanim zamknął drzwi.
Ruszyliśmy
w stronę sali dla ludzi w śpiączce. Po drodze spotkaliśmy tylko
dwóch lekarzy, którzy patrzyli na nas dziwnie, ale nic nie
powiedzieli. Po chwili byliśmy w odpowiedniej sali. Zamknęłam za
nami cicho drzwi i podeszłam do bogini. Nikt jej nie podłączył z
powrotem do kroplówki, to cudnie.
Złapałam
szybko Nico i Daisy za ręce. Chłopak złapał Temidę i zamknął
oczy, a ja przygotowałam się na zawroty głowy.
***
Chyba
nie muszę dokładnie opisywać znowu tej potworności. Wiecie,
wycie, drapanie, nieprzejrzana ciemność i inne rzeczy, które
przyprawiają cię o dreszcze.
Wylądowaliśmy
w jasnym miejscu. Słońce świeciło niemiłosiernie i było parno.
Otworzyłam oczy. Staliśmy w jakimś zaułku. Lepiej by brzmiało -
"ciemnym zaułku", ale była to jedna z niewielu rzeczy,
jakich nie można było o nim powiedzieć. Śmieci walały się
wszędzie, a smród był nie do zniesienia. Przez okno na piętrze
ryczało radio. Wsłuchałam się dokładniej w słowa piosenki i
uśmiechnęłam się, kiedy usłyszałam moją niegdyś ulubioną
melodię.
-
Highway to hell*... - zanuciłam pod nosem.
-
Co mówiłaś? - spytał rozkojarzony Nico.
-
Nic takiego. Tylko tak piosenka.
Syn
Hadesa zamilkł na chwilę.
-
CD/DC... - mruknął po jakimś czasie.
-
A tak w ogóle, to milszego miejsca nie znalazłeś? - spytałam
nieco kąśliwie.
-
Tylko tu nas nie zauważą. Musimy uważać, pamiętasz sprawę z
policjantem?
Na
śmierć zapomniałam o tym facecie, który widział nas, kiedy
znikaliśmy w cieniu. Ciekawe, czy zawieźli go do wariatkowa.
-
Dobrze. Uważamy i idziemy ostrożnie, ale wychodzimy stąd na
normalną ulicę! - zarządziłam i zaczęłam przepychać się przed
siebie przez powyrzucane meble i różne tego typu graty. W końcu
dotarłam do skrzyżowania z większą ulicą. Zerknęłam za róg i
serce stanęło mi w piersi.
-
Nico... - jęknęłam.
-
Co się stało? - też się wychylił. - O bogowie...
-
Co jest? - Daisy się przepchnęła i wyjrzała między naszymi
nogami.
-
Mamy przerąbane – stwierdziłam.
Po
całej ulicy przepełnionej ludźmi przechadzały się potwory
różnej maści i wielkości. Od Telchinów po kilka Piekielnych
Ogarów. Już wiedziałam, o co chodziło bogom, kiedy mówili, że
źle się dzieje.
_________________________
* Highway to Hell - AC/DC - Dla tych, którzy nie znają bardzo polecam!
Ekhem, ekhem! Ważna sprawa! Muszę ogłosić, iż jest to ostatni rozdział w tym roku szkolnym! Następny pojawi się dopiero w połowie wakacji, z powodu mojego wyjazdu na calutki lipiec. Wątpię, żebym tu przez ten czas zajrzała, a rozdziału na pewno nie napiszę (może będę miała przez dokładnie jeden dzień internet! Jeżeli do tego czasu, czyli dwudziestego lipca, pojawią się komentarze, to pewnie na nie opiszę).
Jednak nie martwcie się! Będę się starała obmyślić w ciągu wyjazdu ogólny plan rozdziału i po powrocie napiszę go najszybciej, jak potrafię!
I jeszcze jedno. Do trzeciego lipca pojawi się jeszcze jeden one-shot! Podobny do poprzedniego, ale trochę poważniejszy!
Dziękuję za przeczytanie i jeszcze raz zapraszam do komentowania,
Spite
Subskrybuj:
Posty (Atom)